Baśń o Lodowym Smoku

Opowieść nie jest bardziej lub mniej prawdziwa, niż inne opowieści. I tak samo, jak w przypadku wszystkich innych, staje się całkowicie prawdziwa w pewnych miejscach, w innych zaś pozostaje tylko baśnią, szeptaną przy ognisku. Sami zdecydujcie gdzie chcecie się znaleźć…
To, o czym tutaj opowiem działo się tak dawno, iż jedynie najstarsze gwiazdy mogą pamiętać te chwile. W czasie, który był jeszcze młody, przed powstaniem jakiejkolwiek legendy, którą ułożył człowiek lub bóg. W epoce tak dawnej, że nie ma imienia – nie ma sensu więc nadawać jej go. W mojej opowieści nazwę to początkiem. Na początku wiec…

Na początku wszystkie żywe istoty zrodziły się z krwi Wielkiego Węża. Ale o tym wiedzą nawet dzieci, nie ma sensu więc się powtarzać. Tutaj opowiedzieć chcę o innej istocie, tą, którą nazywamy Panią Życia, a także o jej zazdrosnej siostrze. Kiedy więc żywe istoty narodziły się i zaczęły chodzić, pełzać, pływać, latać i kwitnąć, Pani Życia opiekowała się nimi, w królestwie, które zrodziły sny jej ojca. A było to piękne królestwo, w którym ziemia była żyzna – czarna, ruda i zielona, woda czysta jak kryształ, niebo intensywnie błękitne, a słońce złociste jak oko kota. I wszystkie istoty żyły tam zgodnie ze swoją naturą: rodząc się, wzrastając, polując, kochając, owocując i kwitnąc. Każda w swej różnorodności znalazła miejsce w sercu Tej, która opiekowała się nimi. Pani Życia nie zapominała o najmniejszym kwiatku czy najdrobniejszej muszce. Zbłąkane dusze, przemierzające krajobrazy snów jej ojca przybywały czasem do tego świata, jako wielobarwne motyle – a ona tkała dla nich ciała, poprzez swą Wolę i poprzez pieśń. Ciała, których poszukiwały i w które mogły nareszcie odziać się, pozostając pośród innych, wielobarwnych stworzeń. Radość wypełniała wiec je wszystkie, albowiem znalazły miejsce, w którym mogły żyć – a życie w tych czasach wciąż było jeszcze cudowne i nie splamione. Wszystkie żywe istoty więc – zarówno ryby, jak i ptaki, owady latające, i te skryte w trawie, wielkie drzewa w lesie, i mchy na kamieniach, i paprocie, i powoje, i ukryte w gęstwinach koty, i polujące wspólnie wilki, i gazele, i orły, żółwie, węże, i małe gryzonie skryte w swych norach – wszystkie one wypełniała miłość, która była światłem i pieśnią życia, i o której teraz pamiętają już tylko ci, którzy słyszeli ją wtedy…
Lecz Pani Życia miała siostrę, która mieszkała daleko i wysoko – w ciemności, poza ciepłym oddechem słońca. Ta siostra była także potężną władczynią i czarodziejką – choć mieszkała sama, w zamku z czarnego lodu. W jednej z jego komnat znajdował się kryształ, poprzez który siostra spoglądała w różne światy i w sny. I stało się tak pewnego dnia, iż spojrzała do tej domeny, i ujrzała życie w całej jego barwności i różnorodności. To życie zainteresowało ją, bowiem nigdy nie widziała nic podobnego – a jej pałac z mrozu i śniegu znał tylko czerń wiecznych nocy i biel kości. To życie zainteresowało ją i postanowiła: „Odwiedzę mą siostrę, która jest Panią Życia w tym miejscu i opiekuje się wszystkimi tymi pięknymi istotami. Widzę bowiem w nich pięknie splecioną ciemność i pięknie splecione światło. Może więc nauczę się czegoś nowego i poznam coś, czego nie znałam wcześniej?” Jak postanowiła, tak uczyniła. Zawołała skrzydlate wichry, a one przybyły niosąc jej wspaniały rydwan z lodu. Władczyni Lodowego Pałacu wsiadła do niego i wyruszyła w podróż.
Niczym spadająca gwiazda mknął rydwan przez przestworza, niesiony oddechem ciemnych wichrów. Ujrzała go Pani Życia i pomyślała: „Niechybnie to moja siostra, Władczyni Zimna, przybywa, aby mnie odwiedzić. Wyjdę jej na spotkanie i dowiem się, co ją tu sprowadza.” I stało się tak, iż obie siostry spotkały się w tym świecie. A gdy już powitały się wzajemnie i zapytały o wiele mniej istotnych spraw, o które siostry pytają się siebie nawzajem, Władczyni Zimowej Nocy poprosiła, aby Pani Życia oprowadziła ją po swym królestwie i pokazała jej wszystkie te istoty, których nie dane było jej widzieć dotąd. Zielona Pani spełniła jej prośbę i wyruszyły obie, trzymając się za ręce, pomiędzy żywe stworzenia, duże i małe, chodzące, pełzające, pływające, latające i kwitnące. A każde z nich było inne od reszty i każde stanowiło mały wszechświat. Zachwyciła się tym Pani Zimna, bowiem nigdy nie widziała nic podobnego. I wypełnił jej serce jakiś dziwny, nie znany dotąd smutek i dziwny, nie znany dotąd głód. Kiedy więc ich wycieczka dobiegła końca, odezwała się tymi słowami, do siostry swej, Pani Życia:
– Siostro moja, która władasz tym królestwem, spełniłaś mą prośbę i pokazałaś mi stworzenia żywe, duże i małe, żyjące w ziemi, powietrzu i w wodzie. I widziałam, że wszystkie one są piękne, a światło i ciemność są w nich splecione jedną pieśnią. A jednak martwi mnie coś i nie daje mi spokoju…
– Co cię martwi, siostro? – Zapytała z troską Zielona Pani.
– Piękno jest Siłą, a Siła jest Pięknem. Tak zostało postanowione przed narodzeniem czasu. Jednak patrząc na wiele istot, żyjących w twej domenie, mam wrażenie, iż są tak kruche i delikatne, że zginęłyby bez twej opieki. Czy sądzisz więc, iż życie w nich posiada siłę? Czy jest to tylko iluzja, która pęknie, jeśli ją wypróbujemy?
Pani Życia roześmiała się wtedy, a jej śmiech był jak srebrny plusk potoku i jak szmer wiatru wśród liści.
– Nie obawiaj się, siostro! – rzekła. – Życie skrywa w sobie wiele siły, która sprawia, iż zawsze powraca i odnawia się. Życia nie zatrzyma żadna przeszkoda, bowiem ma ono w sobie błogosławieństwo transformacji.
– Pozwól mi je więc wypróbować, siostro – powiedziała Pani Zimna. – Pozwól mi zesłać na nie próby, które okażą, czy ty masz rację, czy też moje obawy są słuszne. Jeśli jest tak jak mówisz, moje działania nie zaszkodzą twojemu światu. Jeśli jednak jest inaczej dowiemy się o tym… A wiesz, równie dobrze jak ja, iż nikt z nas nie może pozwalać wzrastać słabości…
Pani Życia zmartwiła się trochę takim obrotem sprawy, gdyż kochała wszystkie żywe istoty, i nie chciała, aby stała się im jakaś krzywda. Jej siostra jednak tak długo przekonywała ją i namawiała, aż w końcu uległa, wierząc, iż życie przetrwa każdą próbę. Władczyni Lodowego Zamku zaśmiała się wtedy i zmieniła w ogromnego lodowego smoka. A gdy jego oddech padł na stworzenia życia, one upadły i pomarły. Smok wzrósł nad światem i zakrył swymi skrzydłami twarz słońca. Nastało wielkie nieszczęście w domu życia. Ziemia stała się niczym skała, powietrze niczym stal, a niebo niczym jałowa pustynia. Gdy to ujrzała Zielona Pani zapłakała gorzko, widząc co czyni jej siostra. Istoty, które przeżyły zbiegły się zaś do niej w popłochu i prosiły o ratunek przed cieniem Lodowego Smoka. Pani życia zebrała więc je i schowała w swym łonie. Później zaś zeszła głęboko pod ziemię, aby uciec przed mroźnym oddechem smoka, który kąsał niebo i ziemię, i wysysał ciepło z każdego żywego stworzenia. Zeszła głęboko i skryła się w ziemi, pragnąc by ziemia osłoniła ją i stworzenia, które ochraniała. Długo schodziła w dół skalnymi korytarzami i krętymi rozpadlinami, a oddech smoka był tuż za nią. Aż wreszcie znalazła miejsce bezpieczne, głęboko w trzewiach ziemi. Miejsce, gdzie płonął ogień krwi jej ojca i gdzie nieznośny mróz zelżał nieco. Smutna i zmęczona zatrzymała się więc przy ogniu, a łzy spływały jej po twarzy. Wyciągnęła nad nim ręce i zawołała:
– Biada mi i życiu, które miałam chronić! Klątwa Lodowego Smoka zniszczy to, co mi bliskie! Kto może pomóc mi w tej ciężkiej chwili? Kto z mych braci usłyszy mój głos?
A ogień, który mówił wieloma językami, usłyszał jej słowa. I zaniósł je do jej brata, który znał mowę ognia. Wstąpił on więc w płomień i przybył do swej siostry, Zielonej Pani, by ją pocieszyć. Zapytał ją:
– Co się stało, droga siostro? Nie widziałem nigdy takiego smutku w tobie jak widzę teraz. Pewnym jest, iż musiało dotknąć cię jakieś nieszczęście. Powiedz mi, co cię trapi, a coś na to zaradzimy.
Pani Życia opowiedziała mu więc tedy wszystko co zaszło. Jej brat poczuł zaś gniew na myśl o jej bólu i o niepotrzebnej śmierci. I przypasał miecz z płynnej stali, a przez plecy przewiesił tarczę z wyjących czaszek, i rzekł:
– Nie lękaj się siostro, lecz pozostań tutaj, pod opieką podziemnego płomienia, który jest wszakże naszym starszym bratem. Ja zaś wyruszę i pokonam smoka i przepędzę go do jego domu, pomiędzy gwiazdami!
I tak jak postanowił, tak też uczynił, był bowiem wojownikiem i zawsze wprowadzał w czyn to, co wypowiedział. Przemierzył więc skalne groty i jaskinie i wyszedł na powierzchnie ziemi. A ziemia była martwa i pokryta całunem śniegu. I niebo było martwe. Bowiem cień Lodowego Smoka wysysał życie ze wszystkiego, czego dotknął. Pan Wojny dobył więc miecz, a w drugą rękę ujął tarczę i ruszył naprzeciwko bestii. Starli się z ogromnym rykiem, trzaskiem i grzmotem – aż góry zadrżały a chmury pokryły się czerwienią. Co rusz wznosił się miecz ognisty i opadał, co rusz mróz i wicher dobywały się z paszczy smoka, a jego szpony usiłowały dosięgnąć ciała. Pan Wojny walczył tak trzy dni i trzy noce, ale nie przemógł smoka. Lecz tam, gdzie jego krew spadła na ziemię, śnieg cofną się i wyrosły kwiaty pierwiosnkami zwane. Ujrzał to więc wielki wojownik i przyzwał moc swojej krwi, która była krwią ognia. Później zaś wbił miecz w swoje ciało, a posoka trysnęła w paszcze Lodowego potwora. Cofnął się smok tedy z wyciem i zadrżał okrutnie, albowiem cios ten zadał mu ból ogromny. Pan Wojny wzniósł zaś miecz do ostatniego ciosu. Lecz wtedy smok odmienił swą postać: i oto Pani Zimna schwyciła jego dłoń, powstrzymując ostrze, które strzaskałoby jej czaszkę. A widząc, iż przerwa w walce może okazać się tylko chwilową, przemówiła:
– Bądź pozdrowiony, bracie mój. Zaiste, wielką siłę ukrywasz w swojej krwi. Siłę, która sprawiła mi ból, jakiego nie znałam, lecz która zdaje się także gasić głód, który mnie opętał. Użycz mi jej więcej, a odejdę stąd i powrócę do swego królestwa.
– Jak wiele mam ci jej użyczyć, póki nie nasycisz się? – zapytał Pan Wojny opuszczając swą morderczą broń.
– Nie proszę o wiele, a z pewnością nie o to, co mogłoby ciebie osłabić, bracie. Zechciej mi dać jedną trzecią twej krwi, a głód mój zostanie nasycony.
Władca Bitew oderwał więc jedną z czaszek od swej tarczy i napełnił ją krwią swą ognistą. Następnie zaś podał tej, która jej pożądała. Ona zaś wypiła ją cała i głód, który opętał ją wcześniej, ustąpił.
– Widzę, iż zasmakowałaś w krwi, siostro – powiedział tedy. – wiedz jednak, iż ten dar nie nasyci cię na zawsze. Lecz głód będzie powracał, a wtedy znów pragnąć będziesz mej krwi.
– Czy dasz mi wtedy napić się z tej szkarłatnej krynicy? – zapytała ona. A Pan Bitew zgodził się, rozumiejąc, iż tylko ofiara może odwrócić śmierć i zagładę od życia. Władczyni Lodowego Zamku pożegnała się więc i odeszła, wzbijając się na swym rydwanie w górę i w ciemność. Z twarzy słońca zniknął cień i jego spojrzenie znów dotknęło ziemi. Wyszła wtedy spod niej Pani Życia, do swej domeny powróciła. Lecz ziemia była pusta i niebo było ciche. Zapragnęła więc wypuścić istoty, które ukryła w swym łonie, ale nie była w stanie tego uczynić. Zbliżył się wtedy do niej jej brat, Pan Ognia i Bitew i legli razem na ziemi, jak mężczyzna z kobietą. I on zespolił się z nią i odnowił swe siły, ona zaś porodziła wszystkie żywe istoty, które chodzą, pełzają, pływają, latają i kwitną. I tak to Życie powróciło do owej krainy, za cenę krwi i za cenę miłości. I być może nie było już tak niewinne, jak było ongiś, lecz poznało siłę, która tkwi w żądzy, w głodzie i w śmierci. Pamiętajcie więc o owej samotnej Władczyni, która z odległego, lodowego zamku wpatruje się w wasze serce oczyma z zamarzniętego kryształu…

Reklamy

4 responses to “Baśń o Lodowym Smoku

  1. W pewnym momencie czytania przypomniała mi się scena biblijna, gdzie Bóg wystawił Hioba na próbe, a końcówka przypominała mi trochę mitologie rzymską. Baśń bardzo ciekawa, masz talent do pisania 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s