Baśń o Dwóch Ciemnościach

Były sobie dwie Ciemności. Jedna rozpościerała się w górze, pierzaście i pazurzaście, omiatając swym oddechem gwiazdy. Druga kotłowała się w dole, falująco i sycząco, okrywając swymi mackami tajemne głębiny. Jedna miała ciało z wichru i szpony z przestrzeni, druga spleciona była z wodnych toni. Jedna spoglądała na drugą. ze swoich wyżyn, druga spoglądała na pierwszą, rozlewając się poniżej. Jedna milczała zagadkowo w przestrzeni, druga szeptała niezrozumiale szumem potężnych fal. I trwało to czas jakiś, lub raczej trwało poza czasem, bo tam gdzie mieszkały obie ciemności nie było ani chwil, ani ich przemijania. Aż w końcu rzekła Wysoka Ciemność do Ciemności w Dole:
– Tak jak wszystkie rzeczy wzięły się z jedynego, przez przystosowanie, tak i moc Mroku w nas musi pochodzić z jednego źródła. A im dłużej spoglądam w dół, na ciebie, tym bardziej przekonuję się, iż to ja jestem tym źródłem. Albowiem w istocie, ty odbijasz tylko ciemność tego co ponad tobą, i nie jesteś niczym więcej, jak mym zwierciadłem.
Zaśmiała się na te słowa Ciemność Oceanu, tysiącem fal szumiących i wysokich, i odrzekła w te słowa:
– Jakże zabawne jest to co mówisz, mój młodszy braciszku! Oto bowiem przez wieczność obserwuję moją i twoją naturę. I pojmuję jasno, iż wszelka siła mroku we mnie ma mieszkanie i wypływa ze mnie. Tyś zaś jest jedynie mym okryciem i to ze mnie czerpiesz swą siłę, choć możesz o tym nie wiedzieć.
Wzburzył się na to wicher odwieczny i zaszeleścił swymi czarnymi skrzydłami:
– Zaiste, musi pycha przysłaniać ci jasność osądu! Jak może odbicie mienić się równym z tym, który je rzuca? Przemyśl to raz jeszcze, a wtedy jasnym się dla ciebie stanie, kto z naszej dwójki ma racje w tym sporze.
Lecz morska Ciemność nadal śmiała się cicho i prowokująco, pluskiem wody u stóp strzaskanych miast i wież zapomnianych.
– Och, zaprawdę, gdybyś nadal milczał większy przyniosłoby ci to pożytek, albowiem mogłabym cię uważać za mędrca! Zarzucasz mi niewiedzę, lecz powiedz – jakże to cień może uważać się za coś większego, od tego, kto go rzuca? Ty zaś cieniem tylko jesteś, cieniem mroku, który ja skrywam wewnątrz siebie.
Nie spodobały się te słowa Mrokowi Wysokiemu, zasyczał z gardzieli tysiąca wichrów i drapnął przestrzeń szponami, rozszarpując spójność wymiarów.
– W niewiedzy spoczywasz siostrzyczko, w niewiedzy i pomieszaniu. Wszakże ja bliższy jestem poznania będąc ponad tobą i powiadam ci, iż mrok twój nie tylko odbiciem jest, ale jak widać i ignorancją!
Zafalowały na te słowa ciemne wody, lecz czarna Toń rychło opanowała wzburzenie:
– Myśl sobie co chcesz – odrzekła. – Ja jestem głębią tajemnic i zrozumienia, ty po mej toni ślizgasz się tylko.
I tak to rozpoczął się ich spór, który nie miał zakończyć się szybko. Światy rodziły się i umierały, gwiazdy zapalały się i konały w płomieniach swej agonii, a obie Ciemności kłóciły się, która z nich ma więcej mocy. Każda przytaczała tysiące argumentów by poprzeć swe zdanie i żadna nie chciała przyznać racji drugiej stronie. I Wąż jeden wie, jak długo jeszcze trwałaby ta kłótnia, gdyby pewnego dziwnego eonu, na brzeg Oceanu nie przybiegł Pies. Pies był rudy i chudy jak szczapa, droga prowadziła go z daleka. Stanął nad ciemnymi wodami, rady się napoić i ugasić pragnienie, lecz węch szybko podpowiedział mu, iż są zbyt słone. Chciał przeto oddalić się, gdy dojrzał go Mrok Wysoki i rzekł do Ciemności w Dole.
– Oto jest ten, który nas rozsądzi! Wygląda na takiego co widział i doświadczył wiele, więc mądrość potrzebną z pewnością posiada, ponadto przybywa z daleka, ze stron nam obcych, co sprawia, że  nie jest po niczyjej stronie, więc będzie sprawiedliwy w swych opiniach.
Zgodziła się z nim Ciemna Toń, Wicher Odwieczny zawołał więc na Psa:
– Zatrzymaj się wędrowcze i porozmawiaj z nami!
Zdumiał się Pies, słysząc te słowa rozbrzmiewające wichrami wkoło, aż na piasku przysiadł i zębami kłapnął. Za czym zerwał się i obrócił wkoło z wielkiego zadziwienia.
– Kto przemawia do mnie w tym miejscu mrocznym a obcym? – zapytał.
– To my mówimy do ciebie – Odrzekła mu Głębina. – My, którzy zamieszkujemy to miejsce. Jam jest duchem mrocznego oceanu, mój brat zaś, który unosi się nade mną, jest czernią między gwiazdami. Prosimy cię, byś rozsądził nasz spór. A sprawa w nim idzie o to, kto z nas jest potężniejszy i kto ma w sobie moc Pierwotnego Mroku?
Siadł Pies ponownie na srebrnym piasku i nastawił uszu.
– Musicie mi przeto wyjaśnić istotę waszego sporu, abym mógł go zrozumieć i mądrze zakończyć.
Ucieszyły się obie Ciemności na te słowa i nuże wyjaśniać, a agitować za swoją racją. Słuchał tego Pies w milczeniu i w skupieniu głębokim.
– Jeśli mi przyznasz rację – zakończył Mrok Wysoki. – Dam ci moc władania wichrami w przestrzeni, które pomogą ci w twych wszystkich wędrówkach.
– Jeśli mi przyznasz rację – namawiała Toń Głęboka. – Ukażę ci ukryte we mnie sekrety, których nikt  nigdy nie ujrzał, a to da ci wielką mądrość i znajomość rzeczy tajemnych.
– Usłyszałem już wiele – odezwał się w końcu Pies. – Na tyle dużo, by podjąć decyzję i wydać osąd.
Zapadła wtedy cisza, bowiem obie Ciemności zamilkły w oczekiwaniu. I tylko ich czerń napierała na małego, rudego Psa na srebrnym brzegu. Ten zaś w końcu odezwał się:
– Oczywistym jest słuchając was, iż obie jesteście równie pradawne, potężne i odwieczne, a wasz spór jest tylko pomyłką płynącą z niezrozumienia tego faktu.
Na to jednak zafalowały obie Ciemności, albowiem nie były zadowolone z odpowiedzi. I znów szeptać i szeleścić, krzyczeć i zawodzić o swych racjach. Zrozumiał więc Pies, że nie są kontente z odpowiedzi, choć była ona prawdziwa. Szczeknął tedy, aby je uciszyć i odezwał się znów.
– Tak, faktycznie byłem w błędzie – przemówił. – Wszakże każdy kto ma oczy widzi jasno, iż to ty, Mroku Wysoki, jesteś prawdziwszy i potężniejszy od Ciemności w Dole! Zaiste głupiec ze mnie, że nie zauważyłem wprzódy, iż to ty właśnie jesteś nieskończenie rozległy i nie da się ciebie ogarnąć ni wzrokiem ni umysłem. Światło Gwiazd rodzi się w tobie i w tobie kona. Twe wichry tkają ścieżki obcych miejsc zewnętrznych i okrywają welonem twarz tej Czarnej Bogini, której nikt nigdy nie poznał. Zaiste, ty musisz być Pierwotnym Mrokiem!
Ucieszył się na to Mrok Wysoki, lecz Czarna Toń nie była zadowolona. Zasyczała niczym wąż i opryskała Psa białą pianą, wznosząc wysoko swe fale.
– A więc to tak, przybłędo? Zwiodły cię obietnice brata mego i odwróciłeś się ode mnie?
– Wybacz mi! – Rzekł szybko Pies. – Pomyliłem się znowu! Chyba długa droga zmęczyła mnie, bowiem język mi się plącze i mówię zupełnie co innego, niż to co mam na myśli! A przecież każdy widzi, spoglądając w twą rozległa toń, iż to ty jesteś źródłem Mroku i jego siły. Ty, która skrywasz wszelkie tajemnice i z której głębi światy rodzą się. Ty, z której całe istnienie czerpie swą moc. Ty, do której wszystko powraca o właściwym czasie, i która pożerasz twarz stworzenia. Zaiste tyś jest niezgłębiona niczym miłość Czarnej Bogini, w twej toni zaś odpoczywa prastary Wąż Ouroboros. Przeto ty musisz być Pierwotnym Mrokiem, co jest dla mnie teraz zupełnie oczywiste!
Ukoiła swe wzburzenie Ciemność Głęboka, lecz Wicher Odwieczny nie był zadowolony. Zawył gardzielą tysiąca wichrów i zwiesił swe szpony nad głową Psa.
– Coś mi tutaj nie pasuje, Psie! – zawołał. – Mam bowiem wrażenie, ze mówisz nam to co chcemy usłyszeć i to, co jest ci wygodnie, zamiast powiedzieć to, co powinieneś powiedzieć! Jakże mamy ci wierzyć, skoro każda twoja odpowiedź jest inna od pozostałych i zmieniasz zdanie szybciej niż wiatr odmienia swój kierunek?
– Nie da ci się odmówić racji – powiedział Pies przebiegle. – poczekaj jednak chwilę i wstrzymaj swój, zaiste słuszny,  gniew. Spór wasz w istocie jest niezwykle trudny i dotyczy dużych spraw, a moja głowa jest bardzo mała. Potrzebuję więcej czasu aby go należycie zrozumieć i rozsądzić.
Za czym zamyślił się głęboko. Wicher jednak i Toń Czarna nie ufały mu już jak wprzódy, więc otoczyły go kręgiem Mroku, poprzez wodę i powietrze. Widząc przeto, że nie ma wyjścia z tej niewygodnej sytuacji, innego niż istotne załatwienie sprawy, ozwał się Pies po raz trzeci:
– Przebiegły jesteś Mroku Odwieczny, dwojaki w swej postaci i dwojaki w potędze. Sprytniejszy nawet ode mnie, albowiem nie od razu dojrzałem prawdę w Tobie ukrytą. Oto objawiasz się jako mrok między gwiazdami, a oddech twój tworzy przestrzeń. I tworzy straszliwe i obce miejsca, poza królestwem znanych kątów i linii. Mrok twój jest ścieżką, którą podążają demoniczne cienie, krocząc po grzbietach wichrów. I ty przenosisz słowa Bóstw Zewnętrznych do światów stworzenia. Twa moc jest niebezpieczna i dzika, i niesie w sobie ziarna obłędu, poprzez poznanie rzeczy obcych i dziwnych. Ty także objawiasz się jako Ciemność Wielkiego Oceanu, ukrywając to, co nie może być wyjawione. Głęboko w tobie spoczywają sekrety znane tylko najbardziej szalonym prorokom i artystom. Głęboko w tobie spoczywa zatopione miasto. Twa toń jest siedzibą mądrości i zapomnienia, które uwalnia ducha. Ty zawierasz wszystko w swym milczeniu, a rytm twych fal tworzy czas. Nie ma czasu bez przestrzeni, nie ma wysokości bez głębi i nie ma słowa bez milczenia. To co na górze jest takie jak to co na dole. I teraz widzę jasno, iż obie twe twarze są jedną. Oddaję Ci więc cześć, Potęgo Ciemności w postaci Mroku Zewnętrznego i Prastarej Toni pod fundamentami światów.
Na te słowa uradowały się obie Ciemności, albowiem ujrzały, iż Pies zrozumiał ich naturę, same zaś pojęły ją lepiej, zarówno osobno jak i wspólnie. I dał Psu Mrok Odwieczny władzę nad wiatrem, by mógł podróżować wszędzie, gdzie zapragnie. I ukazała mu Ciemność w Dole wiele tajemnic, które sprawiają, iż ma on nie tylko o czym mówić, ale i o czym milczeć. I tak zakończył się ich spór, który być może nie był naprawdę sporem. Lecz któż może wiedzieć o tym? Jedynie ten, którego oczy zdolne są dojrzeć ścieżki Mrocznego Wichru i serce Pierwotnego Oceanu…

Reklamy

5 responses to “Baśń o Dwóch Ciemnościach

  1. Wybacz, że tak bez czytania całości, ale chciałbym Ci coś zgłosić… 🙂
    Być może i tak, że to zamierzone i wynika z treści (doczytam w wolnej chwili) – wydaje mi się jednak, że w tytule, „dwuch” powinno być pisane przez „ó” 😉

    • Czasem prostota jak widać popłaca. 😉
      Baśń była inspirowana arabskimi opowieściami z „Tysiąca i Jednej Nocy”, w których np występują rozbudowane kłótnie pomiędzy bohaterami. Spodobała mi się ta opcja napisania tekstu, którego fabuła opiera się na dialogu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s