Ballada o trzech księżycach

Księżyce wirują
W nieznanej przestrzeni
Schwytane przez czarne,
Bezgwiezdne spirale.
Tam, w splotach wieczności,
– Ich blask się odmieni.
A gdy czas powróci,
Nie poznasz ich wcale.

Trzy księżyce straszne,
Trzy księżyce widma;
Posłuchaj ballady
O ich przemijaniu.
Trzy księżyce w mroku
Zastawiają sidła,
Zimne palce pełzną
Po twoim posłaniu.

A w świetle pierwszego
Twoja krew jest czarna.
A w lśnieniach drugiego
Bladyś niczym trup.
A gdy blask trzeciego
Duszę twą ogarnia,
W piersiach jeno ciemny
Otwiera się grób.

To księżyce straszne,
Księżyce tajemne
Sieć swą zarzuciły
By twą iskrę złowić.
O brzasku z nią zejdą
W katedry podziemne
I wyssą z niej życie
By swą moc odnowić.

Bo światło pierwszego
Krew rozlało czarną.
Bo lśnienie drugiego
Sprawiło, żeś trup.
A gdy blask trzeciego
Duszę twą ogarnął,
W piersiach jeno ciemny
Otworzył się grób.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s