Koszmarna Epifania

Podał mi dłoń koszmar skrzydlaty
– I tak skonało we mnie słońce.
Zaćmienia czar poznałem – światy
Zgasły – jak gwiazdy konające…

Wzleciałem z nim – nad czarne wieże,
Z pian obsydianu i bazaltu.
Z nieznanych dali, w dziką dal – tu
Ciemność wysławiam – w Ciemność wierzę.

Znad hebanowych wód otchłani
Szepce mi wicher lodowaty
Treść tej bluźnierczej epifanii…

Gdy w oczach gasną snu stygmaty
– Tak rzeknę wam: „O Niezbudzeni
Porzućcie blask w Dolinie Cieni!”

Advertisements

5 responses to “Koszmarna Epifania

  1. wyczuwam tu poczucie misji, podmiot liryczny doświadcza w Ciemności oświecenia..proroczy Niezbudzonym..Ciemność odbieram jako wiarę w Przedświat, w Pierwotność, a wszystko co po niej, jest z niej zrodzone, jest jej spektrum..

    • W sumie trudno się nie zgodzić. Niemniej są wiersze, które nawiązują do tego niejako wprost, wśród takich, które raczej realizują po prostu ideę Kosmicznego Horroru wedle moich założeń. Ten zaliczyłbym do tych pierwszych – głownie przez te wieże i lodowaty wicher. Kojarzy mi się to mocno z Kadath.

  2. Pingback: Epiphany of nightmare | Świątynia Krzyku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s