Baśń o Królowej Roju

Daleko stąd, poza Ciernistym Lasem, rozciągało się ogromne bagnisko. W dzień otulały je woale mgieł – siwe niczym włosy staruszki, a tak gęste, iż nie zdołałby przez nie przeniknąć najjaśniejszy nawet promień słońca. W nocy spowijały je trujące opary, jarzące się fosforycznie, które przesłaniały twarz księżyca fantastycznym, chorobliwym obłokiem. Nic tutaj nie rozkwitało, prócz grzybów i pleśni – porastającej ogromne, prastare pnie martwych drzew, do połowy zanurzonych w wodzie. Oprócz półmartwych szuwarów szepczących swe sekretne zwierzenia w słabych porywach dusznego wiatru. Oprócz długich bród wodorostów, zwisających smętnie z pokrzywionych gałęzi, które przypominały kościste ręce, wznoszące się nad poziom błot, w geście rozpaczy. Na powierzchni czarnych rozlewisk, pokrytych zieloną pianą, siadały roje srebrzystych komarów. Ukryte zaś w jamach, między gnijącymi  korzeniami, węże i ropuchy obserwowały świat bacznie, błyskając swymi żółtymi, nieruchomymi ślepiami.
W takim oto królestwie żyła Królowa Roju – władczyni wszystkiego, co pełza i lata. Zamieszkiwała pałac wznoszący się na środku moczarów. Jego ściany splecione były z suchych trzcin, pokrytych freskami szarozielonych porostów. Jego dach stanowił rój ogromnych ciem, poruszających się bez spoczynku w górze. Drzwi i okna zaś pokrywały zasłony utkane przez wielkie, tłuste pająki, zaczajone wewnątrz swych geometrycznych pułapek. Jego sale i korytarze oświetlone były zielonkawymi ogniami świetlików, które wciąż i wciąż krążyły w przestrzeni, już to pełzały po ścianach i sprzętach. Królowa Roju zasiadała na tronie z żywych ropuch. Jej ciało odziane było w suknię z owadzich skrzydeł, która mieniła się wszystkimi kolorami szarości i błękitu. Na włosach nosiła koronę swej władzy – wieniec z kwiecia bielunia – które nie więdło nigdy, a którego słodka i podstępna woń, mogła uśpić każdego. Królowa władała samotnie, nad czeredą żab, ropuch i węży, świetlików, ważek, moskitów i motyli nocnych. Nikt z ludzi nigdy jej nie widział i nikt nie odwiedzał jej królestwa, albowiem wszyscy bali się zapuszczać na moczary. Nikt wiec także nie wiedział, iż tuż za tronem, za plecami królowej, zwieszało się dziewięć zasłon – utkanych z najprzedniejszej pajęczej nici. Cóż zasłaniały? A któż to odgadnie…? Jednak czasami jakiś wiatr niewidzialny, poruszał nimi z lekka. A Królowa wtedy zastygała na swym tronie, przechylając nieco głowę, jakby słuchała jakiegoś odległego i sobie tylko znanego szeptu…

Tuż przy granicy moczarów – w chatce otoczonej przez Las Ciernisty, mieszkał sobie Myśliwy. Miał on dwójkę dzieci: chłopczyka i dziewczynkę. I były one jedyną pamiątką po jego zmarłej żonie, która odeszła tak nagle i cicho, jakby zawsze była jedynie snem. Chłopiec miał lat osiem a jego siostrzyczka dziewięć. Oboje mieli włosy jasne, niczym kaczeńce i oczy błękitne, jak niebo wiosną. Myśliwiec przestrzegał zawsze dzieci, aby nie zapuszczały się same na bagna. I dzieci jego, ufając mu bez granic, pilnowały się w tej sprawie wielce – nawet gdy taty nie było w domu. Jednak, tak jak to zwykle z dziećmi bywa, musiał w końcu przyjść dzień, w którym któreś z nich złamało ojcowski zakaz. I tak to jego najmłodszy synek pewnego dnia począł rozmyślać: co też takiego może znajdować się na moczarach? I czemu tatko zabrania mu tam chodzić? Postanowił zajrzeć tam raz jeden tylko i to w wielkiej tajemnicy. Zaraz na drugi dzień przeto, gdy tylko Myśliwy wyszedł z domu, zakradł się do granicy błot i zaczął przyglądać się błotnistym kałużom, wysokim szuwarom i ważkom roztańczonym. Wkrótce też zobaczyły go żaby i ropuchy, i nie tracąc ni chwili, zaniosły wieść do swej Władczyni. Królowa Roju wysłuchała kumkania, skrzeczenia i bulgotania i tak rzekła:
– Cóż to za dziwy! Zaiste, od dawien dawna nikt nie zapuścił się na moje ziemie! Opowiedzcie mi proszę, jak wygląda to dziecię, o którym mówicie?
A żaby i ropuchy zaczęły opowiadać, kreśląc obraz pięknego chłopca, o jasnych włosach i oczach błękitnych jak niebo wiosną.
– Podoba mi się to dziecko! – powiedziała Królowa. – Chcę go mieć tutaj, na moich bagniskach, aby mi dotrzymał towarzystwa i by jego oczy przypominały mi o barwie nieba.
Ropuchy i żaby wróciły więc do chłopca i poczęły przed nim skakać a dokazywać. Zdziwił się na ten widok syn myśliwego, ale zaraz ciekawość pojawiła się w miejsce zdziwienia i tak sobie rzekł:
– Jakie śliczne i dziwne stworzenia mieszkają na tej ziemi. O, jak zabawnie skaczą i wywijają koziołki! Na pewno mój tato nie widział nigdy żadnego z nich. Rad będzie jeśli mu jakieś schwytam!
Po czym pobiegł, aby złapać którąś z żab, lecz one wymykały się mu zgrabnie, prowadząc go coraz dalej na moczary. Aż w końcu chłopieć poślizgnął się, wpadł do wody i utonął. A czarne rozlewisko zamknęło się nad jego jasną główką.
– Tak! – zawołała Królowa Roju, gdy się to stało – Teraz na zawsze już duch tego dziecka pozostanie ze mną, aby mi towarzyszyć w mej samotności.

Myśliwy wrócił do domu z wieczora. Przywitał się z córeczką, lecz synka nigdzie nie mógł znaleźć. Na próżno nawoływał, na próżno przeszukiwał zarośla wokół domu. Chłopieć przepadł jak kamień w wodę. Noc czarna już wisiała nad światem, gdy strapiony ojciec powrócił do chaty i zapłakał gorzko. Później zaś, znużony na ciele i duchu, zasnął ciężkim snem, pełnym męczących widziadeł. Wszelako jego córka, widząc smutek ojca, rzekła tak do siebie:
– Nie może to być, aby mój młodszy brat miał zaginąć gdzieś bez wieści. Pewnie zgubiła go ciekawość poszedł sam na bagna. Niesforny! Tatko oczy sobie do cna za nim wypłacze, jeśli mu jakoś nie pomogę… Trzeba mi wiec teraz działać szybko i ostrożnie, a z Bożą pomocą na pewno odnajdę braciszka!
Jak postanowiła tak uczyniła. Wstała cicho z posłania w chacie, zarzuciła na siebie płaszczyk z białej wełny i cicho, by nie budzić ojca wyszła. Księżyc świecił jasno na niebie, tłusty niczym pająk – gdy dziewczynka pobiegła w kierunku moczarów. Z drżącym sercem przekroczyła ich granicę i iść poczęła przed siebie. Serce w niej drżało ilekroć wiatr zaszeleścił w trzcinach, płaszczyk jej ciążył nasiąkając wilgocią, a jednak szła przed siebie. Komary próbowały wypić jej krew, pająki pełzały jej po włosach, a ogniki bagienne starały się zmylić jej drogę. A jednak dziewczynka ciągle szła w głąb bagnisk, aż w końcu stanęła przed Pałacem Królowej Roju. Z wielką nieśmiałością weszła do środka, odgarniając dłonią pajęcze kotary. W środku zaś ujrzała tron i Królową, i owionął ją czarowny a zgubny zapach bielunia. Zapomniała tedy po co tu przyszła, jeno zapatrzyła się na władczynię bagien w zachwycie.
– Kim jesteś? – zapytała ona.
– Nie wiem – powiedziała dziewczynka. – Pamiętałam to jeszcze niedawno, ale gdy ujrzałam was, o Pani, wszystko jakoś dziwnie uleciało mi z głowy…
– Czego tu szukasz? – pytała dalej Królowa.
– Nie pamiętam – odrzekła dziewczynka. – Ale wasza postać jest tak wspaniała, a woń kwiatów w tym miejscu tak słodka, iż nie wydaje mi się, bym mogła szukać czegoś innego, niż tego miejsca.
Królowa wskazała na jej biały płaszczyk i zapytała:
– Sama go utkałaś?
– Tak, o Pani – odpowiedziała dziewczynka – ale zdaje mi się, że było to w jakimś odległym i dalekim miejscu… To zresztą nie ważne teraz. Pozwólcie mi pozostać tutaj, z wami, niczego bowiem nie pragnę więcej…
Królowa zaś rzekła:
– No dobrze, może faktycznie przydasz mi się.
Po czym wykonała nieznaczny gest ręką i córka Myśliwego zmieniła się w dużego, długonogiego pająka. Królowa zaś wstała i podniosła go z ziemi, po czym położyła na gzymsie w sali tronowej.
– Pięknie tkać potrafisz – powiedziała – możesz wiec zostać tutaj ze mną i utkać mi nowe zasłony i szaty, godne mego majestatu.
A mały, biały pajączek posłusznie zaczął tkać.

Nad ranem Myśliwy obudził się w swej chacie. Zawołał córkę, lecz odpowiedziała mu jedynie cisza, wypełniająca dom i jego obejście. Mężczyzna zerwał się więc z miejsca i począł szukać swego dziecka – lecz na próżno. Zrozumiał więc w lot, co zaszło i zapłakał:
– Biada mi! Oto nie zdołałem upilnować nawet swoich dziatek. Niechybnie oboje poszli na bagna i zaginęli! O ja nieszczęsny, cóż mi teraz pozostaje? Jeno mogę ruszyć za nimi i mieć nadzieję, że albo odnajdę me pociechy, albo sam utonę w rozlewisku, niczym jakiś włóczęga!
Za czym wyruszył na bagna. Ledwo zaś stopa jego dotknęła błot, już zobaczyły go roje żab i ropuch i zaniosły wieść o nowym intruzie swojej pani. Królowa Roju zaś rzekła:
– Niebywałe, oto kolejny śmiałek przekroczył me granice! Mówcie, żywo, kim jest i jak wygląda, abym mogła zdecydować co z nim zrobimy!
A zapytane płazy odpowiedziały jej kumkaniem, rechotaniem i bulgotem. I zaczęły opisywać postać i twarz Myśliwca. A że był on człowiekiem rosłym i szerokim w barach, zaś twarz miał miła i szlachetną, przeto spodobał się Królowej i rzekła ona tak:
– Rada bym widzieć takiego męża na moim dworze. Nie utrudniajcie mu dotarcia tutaj, służki moje! Idźcie i wskażcie mu drogę, aby mógł trafić na mój dwór bez szwanku.
Ropuchy i żaby pośpieszyły więc do niego, skacząc i pełzając, za czym poprowadziły go, niczym dziwaczna eskorta, aż do pałacu Królowej. Zdziwił się wielce Myśliwy, gdy ujrzał ów pałac i szepnął do siebie:
– Zaiste, dziwaczna to budowla. Zastanawiam się, któż może ją zamieszkiwać, żyjąc w tej dziczy? I czy wie, co stało się z mymi dziećmi? Chyba najlepiej będzie jeśli wejdę tu i zapytam, bo wygląda na to, iż mieszka tu jakaś istota rozumna.
Jak pomyślał tak i uczynił. Wszedł więc do środka budowli, odgarniając dłonią pajęcze kotary. A w środku ujrzał Królową Roju na tronie. I stanął wielce zadziwiony, nie wiedząc co powiedzieć, lub zrobić, a ona odezwała się:
– Zbliż się o nieznajomy i powiedz, czego szukasz w mojej krainie?
Myśliwy przemógł się przeto i postąpił w jej stronę. A woń bielunia kwitnącego na skroniach Królowej szybko by go odurzyła, gdyby nie to, iż ona nie chcąc go od razu uśpić, zamknęła palcami długie kielichy kwiatów.
– Jestem myśliwym, o Pani – rzekł mężczyzna. – Przebyłem długą drogę w poszukiwaniu mych dziatek, które zaginęły gdzieś na tych bagnach. Nie miałem jednak pojęcia, że ktoś jeszcze tutaj mieszka. Skoro wszakże los skierował mnie do was, rzeknij mi, Pani, czy wiesz, co się stało z moimi pociechami?
– Oboje są u mnie – odrzekła ze śmiechem Królowa – i jak sądzę trudno im będzie odrzucić moją gościnę.
– Proszę cię, Pani, miej litość nad biednym ojcem, który prosi cię o łaskę i oddaj mi moje dziadki – rzekł Myśliwy klękając przed tronem.
– Rada bym zatrzymać i ciebie – odrzekła ona, gdyż im dłużej patrzyła na przybysza tym bardziej wydawał się jej miłym – Jednak dam ci pewną szansę, aby nikt nie mógł powiedzieć, iż nie mam w sobie serca, czułego na czyjeś niedole.
– Co mi każesz, uczynię – rzekł Myśliwy. – Jeno daj mi możliwość ujrzenia mych dziatek.
– Dobrze – powiedziała władczyni. – Postawię przed tobą trzy próby. Każda z nich pozwoli ci wygrać jedną z dusz, która zawędrowała niebacznie do mego królestwa. Czy jesteś gotów?
Myśliwy skinął głową a Królowa rzekła:
– Oto pierwsza próba. Spójrz przez okno. W czarnej toni rozlewisk ujrzysz białe twarze topielców. Jednym z nich jest twój syn. Jeśli go rozpoznasz, zwrócę mu życie i pozwolę odejść. Lecz czy potrafisz to uczynić?
Słysząc te słowa Myśliwy zadrżał ze zgrozy. Jednak zrozumiał także, że jeśli nie podoła temu zadaniu, syn jego na zawsze pozostanie w mrocznej topieli., Przemógł się więc i wyjrzał za osnute pajęczynami okno. A tam w istocie ujrzał blade, jakby woskowe twarze wychylające się z moczarów. I puste, czarne oczy spoglądające na niego bez wyrazu.
– Który to twój syn? – zapytała Królowa. – czy umiesz go rozpoznać?
– Nie – odrzekł myśliwy zdjęty nagłym lękiem. – wszystkie te twarze wydają się tak jałowe i tak podobne do siebie… Zaiste, nie umiem wśród nich odnaleźć mego chłopca.
I zapłakał gorzko.
– Dobrze – odrzekła Królowa. – Tak więc syn twój zostanie tutaj ze mną na wieki, a jego ciekawska dusza dotrzyma mi towarzystwa.
Myśliwy zwiesił głowę, a Królowa po chwili rzekła:
– A oto druga próba. Córka twoja dotarła na mój dwór, prosząc by mogła tutaj pozostać. Pozwoliłam jej na to, albowiem posiada pewien talent tkacki. Zmieniłam ją jednak w pająka, aby przydała się na coś w mym pałacu. Rozejrzyj się, przybyszu! Czy umiesz ją rozpoznać, spośród pająków tkających sieci w tej komnacie?
Nieszczęsny ojciec począł więc chodzić po sali, przyglądając się jej ścianom. I ujrzał na nich tysiące pająków tkających swe sieci nieustannie. Jednak wszystkie one wydały mu się tak podobne do siebie, że nie umiał wybrać z nich tego, który był jego córką.
– Nie potrafię znaleźć tu mego dziecka, o Pani – rzekł ponuro. – Wszystkie te małe stworzenia wydają mi się tak bardzo podobne do siebie, iż jest niemożliwością, abym w którejś rozpoznał córkę.
– Zatem i ona tutaj pozostanie – rzekła Królowa Roju. – A co z tobą? Trzecia próba bowiem dotyczyć będzie twojego losu, przybyszu!
– Jestem na nią gotowy. – rzekł Myśliwy, choć serce i duch w nim upadał.
– Oto trzecia próba więc – rzekła Królowa. – umiałeś wejść do mego pałacu, ale czy umiesz stąd wyjść? Ścieżka którą przybywamy nie zawsze jest tą, którą możemy odejść. Znajdź więc drogę powrotną a pozwolę ci opuścić moje królestwo.
Myśliwy rozejrzał się dookoła. Zdało mu się, że z komnaty wiedzie jedynie jedno wyjście – gdy wtem, nagle, niewidzialny wicher poruszył zasłoną za tronem Królowej. Nie zastanawiając się długo mąż podszedł tam i ujął w dłoń pierwszą z zasłon.
– Czy jesteś tego pewien? – Zapytała Królowa.
– Tak – odpowiedział i zerwał zasłonę.
– Możesz się wszakże mylić… – rzekła władczyni tego miejsca.
– Nie mylę się – odpowiedział i zerwał drugą zasłonę.
– A jednak myliłeś się już wcześniej i nie zdałeś prób – kontynuowała.
– Teraz jestem pewien – odpowiedział zrywając trzecią zasłonę.
– Za tymi zasłonami może się czaić groza…
– Zaryzykuję – rzekł i zerwał czwartą z pajęczych kotar.
– Groza tak wielka, gdyż zupełnie ci nieznana…
– Nic nie przeraża mnie bardziej, niż koszmar samotności, który przeżyłem w twym królestwie – odrzekł i zdarł piątą zasłonę.
– Ostrzegam cię, później może być za późno!
Ale Myśliwy nie odpowiedział, zrywając szóstą zasłonę. Królowa Roju wstała wtedy ze swego tronu i złapała go za rękę. Rzekła:
– Powstrzymaj się, a zaoszczędzisz sobie bólu.
– Nie trap się o mnie – odpowiedział Myśliwy. – sam wybrałem to, co czynię.
Po czym zerwał siódmą zasłonę. Dziwny zimny wicher wpadł do komnaty i zatańczył dookoła nich.
– Och biada ci! Biada! – krzyknęła Królowa, lecz, niepomny na jej lament, Myśliwy zdarł ósmą kotarę.
– Czeka cię zagłada! – zawołała ponownie, gdy on zerwał ostatnią, dziewiątą zasłonę.
I oto stanęli na progu wielkiej, ciemnej przestrzeni. A wiejący z nieznanych głębin wicher przyniósł im dziwne szepty i obietnicę nieznanego. A gdy Myśliwy zajrzał w mroczne przestworza, poczuł, jakby wszystko co dotąd znał i wiedział, wessane zostało przez olbrzymią pustkę. I ujrzał przed sobą koronę z ognia i zrozumiał, że należy ona do niego…
Wyciągnął rękę w jej kierunku i byłby niechybnie runął w otchłań, gdyby Królowa Roju nie złapała go za ramię i uratowała go od upadku. Za czym owionęła go słodkim zapachem bielunia i Myśliwy osunął się bez zmysłów na stos zasłon…

Myśliwy obudził się rankiem w swej chacie. Światło słońca wpadało przez nie domknięte okiennice, rysując na klepisku złote linie. Wstał z łoża i rozejrzał się. Jakże obca wydała mu się własna chałupka! We wspomnieniach znów ujrzał płomienną koronę, która ukazała mu się wczoraj w ciemności. I zrozumiał, że sam jest władcą tej krainy. On to ongiś zagubił się w ciernistym lesie podczas polowania. I żyjąc tu, w dziczy, zapomniał o tym kim jest i skąd pochodzi. Wyszedł przed chatkę i skierował się ku ciernistej ścianie lasu. A drzewa, rozpoznając go, rozstąpiły się przed nim, ukazując ścieżkę. Wstąpił na nią i szedł przed siebie, zanim nie ujrzał białego zamku, wznoszącego się pośród lasu. Powiewały na nim złote i czarne proporce, z symbolem płomiennej korony. A gdy przekroczył jego bramy, dookoła niego zebrali się jego poddani i rodzina. I była tam i jego żona i dwoje dzieci, i bracia o których zapomniał i siostry, których nie pamiętał. I wszyscy razem zaprowadzili go do komnaty królewskiej, usadzili go na złotym tronie, na skronie zaś włożyli mu koronę, błyszczącą niczym krąg ognisty.
I czasem tylko, gdy noce są długie, a całe królestwo już śpi – młody król wspina się na wysoką wierzę. Widać z niej siedem różnych krain, stanowiących jego królestwo. I widać także odległe bagniska. A gdy wiatr wieje znad bagien, przynosi ze sobą długie pasma pajęczej przędzy. Król chwyta je wtedy w dłonie i długo rozmyśla, nad tą dziwną Królową moczarów, która pozwoliła mu poznać samotność i strach. I której przewrotne i dziwne czary wyzwoliły go z zapomnienia i pozwoliły mu wrócić do domu…

Reklamy

11 responses to “Baśń o Królowej Roju

  1. No, coś długiego 🙂 Czyli coś w sam raz dla mnie. Piękne. Przez chwile myślałam że to będzie reinterpretacja baśni ,,Jaś i Małgosia” albo baśni o Królowej Śniegu. Zawsze mnie zaskakujesz. Byłam wręcz pewna, że zakończenie będzie szczęśliwe- on uratuje córkę i syna i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Ale u ciebie niczego nie można być pewnym 🙂

  2. opowiadanie s-fiction nader ciekawe ale bieluń to roślina
    bardzo nieciekawa a nawet groźna powoduje halucynacje
    a nawet zatrucie organizmu …sorry ale dla mnie czytanie
    na tym tle jest utrudnione/wada wzroku/
    baśń ciekawa …pozdrawiam

    • Wiem o tym, dlatego był to bieluń a nie np. nenufar. 😉
      Chodziło o ten aspekt narkotyczny. Poza tym część wizji, które bieluń wywołuje jest dość męcząca i nieprzyjemna – przypomina koszmary. I ten aspekt chciałem tutaj ukazać.
      A jeśli o wzrok chodzi – zawsze możesz sobie skopiować tekst do Worda i czytać tam, jeśli tutaj jest to utrudnione. 🙂
      Dziękuję za komentarz i zainteresowanie. Oraz pokonanie trudności w lekturze pomimo tła. 🙂

  3. Piękna baśń, kunsztownie napisana..moczary grząskie, mgła gęsta.. właśnie z nich wróciłam 😉 Poeta jest mistrzem detali..i pomimo tych płazów i owadów odpychających swą naturą..tutaj do przytulenia..

    • Dziękuję. 🙂
      Bardzo byłem ciekaw, jak Ci się spodobają moje baśnie. Są nieco inne w końcu od wierszy. Tą baśń pisało mi się trochę dziwnie: lawirując między koszmarkami a pozytywnym morałem. Mam jednak nadzieję, że zachowałem odpowiedni balans i udało mi się stworzyć opowieść, która mimo pewnych mrocznych elementów ma pozytywny morał i zapewnia swego rodzaju katharsis.

  4. Katharsis..jak nabardziej ;)..Fakt, wiersze są inne niż baśnie..w tych pierwszych sens jest hermetyczny..symbolika trudna i wyszukana..ale to w nich mam zamiłowanie ;).. baśnie natomiast lśnią swoją aurą, tajemniczym klimatem, szczegółowo odmalowane..brzydota w tej powyższej rozczula delikatnoscią, nastraja, nie zniesmacza, fabuła wciąga i zaskakuje. Polubiam oczywiscie. Obydwa gatunki, jak to u Ciebie.. do kontemplacji 😉

    • Dziękuję i cieszę się. Aczkolwiek baśnie też mają pewien sens hermetyczny.
      W sumie mają kilka poziomów sensu: egzoteryczny – wynikający z samej fabuły, gdzie stanowią po prostu opowieść o bohaterach i zdarzeniach, oraz symboliczny: który można odczytywać przynajmniej dwojako: w aspekcie psychologicznym, jako odniesienia do pewnych archetypów, oraz w aspekcie ezoterycznym jako… No właśnie, to trzeba samemu odkryć.
      Lubię pisać na kilku poziomach na raz, tworzy to opowieści w opowieściach. 🙂

  5. ..w aspekcie ezoterycznym jako droga do duchowego wyzwolenia..Myśliwy doznał wizji (halucynacji-bieluń)w której to nawiązał kontakt z Mocą (Królowa Roju) doznaje w lesie mistycznego Oświecenia..historia z dziećmi jest symbolem jego duchowej przemiany, wyzbycia złudzeń, uwolnienia z ram rozumu(nierozpoznalność swych dzieci-jednakość)..Znaczące jest zdanie
    „Ścieżka którą przybywamy nie zawsze jest tą, którą możemy odejść.”..czyli wielakość dróg jakie mamy do wyboru..i to jest, mniemam morał baśni..w sensie ezoterycznym..

    • W dużej części masz rację. Dzieci symbolizują elementy jego umysłu, które tworzą projekcje i iluzje, a wiec sen w który książę popadł: myśli i emocje.
      Ten fragment o ścieżce, odnosi się do tego, że całość baśni przedstawia pewien proces indywidualizacji, więc jest to proces nastawiony na rozwój, a nie na powrót do dawnego status quo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s