Bóg-Bestia

Na mych rękach świeża krew
Nie wiem, nie dbam o to – czyja.
Smak rdzy w ustach, w gardle śmiech,
Słyszę go i znów zabijam.

Bóg pod niebem mojej czaszki
Mieszka w wieży z bladych kości.
Nigdy nie zaznał porażki
– A więc nie zna też litości.

Aniołem jego jest kruk:
On nagradza me pacierze,
Bym zabijać mógł – jak bóg,
Szczerząc zęby niczym zwierzę…

Advertisements

24 responses to “Bóg-Bestia

  1. Bałam się zawsze Twoich morderców. Chowałam się przed nimi, nie chcąc mieć z nimi nic do czynienia. Wiersz ten jest dla mnie najbardziej czytelny ze wszystkich dotąd, lecz chyba nie Twoje słowo się zmieniło, lecz ja sama i niestraszny mi już dziś Bóg-Besta.

    • Gratuluję więc transgresji. 🙂
      Choć dla autora horrorów to takie ambiwalentne uczucie, gdy odbiorca przestaje się bać. Z jednej strony to dobrze, że przekroczył pewien próg, mierząc się ze swym lękiem – z drugiej jednak jak tu dalej straszyć? 😉
      Staje się to coraz trudniejsze. 😉

  2. gdyby tytuł był : Bóg a Bestia wtedy mogłabym podyskutować
    bo to trąci Apokalipsy słowami ale Bestia to zło a Bóg to miłość
    więc nie wiem co powiedzieć …złu mówię nie .

    • Tytuł nawiązuje oczywiście do znanego cytatu Yeatsa: „Po nas tylko Bóg Bestia”.
      Poza tym mimo, iż używam często symboliki judeochrześcijańskiej nigdy nie miałem za wiele wspólnego z tą mitologią. Traktuję ją raczej w kategoriach estetycznych, niż religijnych.
      Tak osobiście więc, nie odnosiłbym tego wiersza do chrześcijańskiego dualizmu moralnego. Choć oczywiście każdy ma prawo do własnej interpretacji, co także szanuję. 😉

  3. Nie odniosłabym Boga z wiersza do chrześcijaństwa..choć pewnie i tak można..jednakże przekaz byłby zbyt bezpośredni, płytki i bez tła..bluźnierstwo, szyderstwo, kpina miałaby charakter przekory, chęć buntu, zlekceważenia wobec Boga..w tym wierszu tego nie widać..raczej dostrzec można oddanie i posłuszeństwo (pacierze-modlitwa). Podmiot ma swojego boga, który jest pewnie jego wewnetrznym głosem..siłą, która zmusza go w misję zbrodni..on sam traktuje to jako łaskę i słuszność swych czynów..uważam, że autor chciał pokazać esencję szaleństwa, wypaczenie. Karykatura Boga jest odbiciem psychiki mordercy..równie zniekształcona..Podmiot zabija kierując się instynktem pierwotnym (zwierzę)..kruk posłaniec boga wieszczący śmierć..

    • Myślę, że doskonale ujęłaś przewodnią ideę tego wiersza.
      Starałem się w nim ukazać obłęd oraz wszechmoc jaką odczuwa morderca w trakcie zbrodni. Często czyn ten daje sprawcy poczucie najwyższej mocy, mocy niejako boskiej. Tu starałem się uchwycić ten moment, ukazując jednocześnie jak nieludzka musi być owa wizja boga – zrównując go z bestią, która z samej swej natury jest amoralna.
      Odnosi się to oczywiście także do pewnego pojęcia sacrum, w bardzo pierwotnym sensie – przywodząc na myśl religie dawnych plemion, w których często bogowie i bestie (zwierzęta) byli utożsamiani. Morderca znajduje się wiec jakby wciąż w tym momencie pierwotnej świadomości – moment zabójstwa zaś podkreśla go i staje się dla niego jednocześnie hierofanią. Kruk pojawił się zaś aby podkreślić związek opisywanych stanów duchowych z totemizmem.

      Ciekawostka: ja zwykle pamiętam wszystkie moje wiersze. Ten napisałem tak naprawdę trzy miesiące temu, odłożyłem go i zupełnie zapomniałem o jego istnieniu! Znalazłem go dopiero niedawno, porządkując papiery. Naprawdę wielkie było moje zdziwienie, gdy na jednej z kartek odczytałem własny, zapomniany wiersz. Jakby wychynął znienacka z nicości. 😉

    • Myślę, że do boskości w sobie można dochodzić różnymi drogami. Szaleństwo jest jedną z nich, choć raczej wyniszczającą… Niemniej myślę, że sama boskość ma w sobie coś z bestii – jest poza moralnością. Jedynie sami decydujemy jak użyć mocy, która jest w nas: w sposób harmonijny, czy destruktywny. I to jak sądzę jest w pewien sposób przerażające.

      • ja wolę w sobie ten pirwiastek boskości, który daje mi spokój, radość i miłość, a nie drzemiące potwory, a już nie chciałabym budzić szaleńca. Biegnę do Boga Miłości, choć droga pełna cierpień. Jednak dziwne, że przyzwyczaiłam się do tej strony, początkowo uciekałam jak najdalej? Tu pewnie zatrzymała mnie „barwność” zapisanych myśli:) za to wciąż wielkie brawa.
        Pozdrawiam.

        • Myślę, że każdy woli… 😉
          Ale ciekawiej jest w sztuce ukazywać to, co przeraża, niż to co budzi pozytywne emocje. Dodatkowo konfrontacja z lękami zmusza do zastanowienia się nad tymi kwestiami, od których większość ludzi ucieka – mimo, że żyją w ich cieniach… A uświadomienie sobie pewnych kwestii sprawia, że poznajemy siebie i zaczynamy kontrolować siły w swej duszy.

      • Moce destrukcyjne, które opisujesz przy doświadczeniu epifanii doskonale obrazuje film (z resztą jeden z mych ulubionych) ,,Stone” Johna Currana, wspaniała rola Nortona jako zabójcy-szaleńca..ciekawa rzecz była jeszcze w tym filmie, gdyż podczas jego duchowej podróży, doznawaniu boskich dźwieków miałam nadzieję raczej na nawrócenie ze złej drogi a nie pogłębianiu starej. Niemniej dająca do myślenia, ciekawa ekranizacja. Brzmi może jak recenzja , ale myślę, ze w temacie 😉

  4. @avemiavemi – to co ma na myśli autor nie jest w ogóle istotne akurat. Istotna jest jedynie Twoja recepcja. 😉
    Sztuka to eksperyment, jest jak lustro – najgorszym, co możesz w nim ujrzeć jesteś Ty sama. Sam zauważyłem wielokrotnie, że problem z odbiorem moich tekstów mają jedynie osoby, które utraciły kontakt z własna agresją. Wiersze więc odblokowują w nich to, nad czym nie panują do końca. Osoby zharmonizowane nie mają tego typu problemów – raczej odbierają to jak rodzaj terapii. 😉

    Chciałbym także zauważyć, iż sztukę tworzy się kierując się zasadą zdrowia, nie choroby. Moment, w którym wzorzec osoby chorej zacznie wyznaczać kierunek rozwoju artystycznego (lub blokować inne), będzie chwilą upadku kultury.

    Na zakończenie mojej wypowiedzi podeprę się tutaj cytatem pewnego popularnego twórcy hip-hopu:
    „Jeśli ktoś w życiu zbłądził, to nie z powodu wersów,
    Tylko przez własna głupotę, która podpowiada sercu.”

      • Jakie to ma znaczenie w jaki sposób artysta tworzy? Dzieło wykreowane żyje własnym życiem, odmiennym od życia poety. I tak należy je oceniać…
        W procesie recepcji istniejesz tak naprawdę tylko Ty i tekst, który odczytujesz. Nie ma twórcy – sama się stajesz twórcą poprzez odczytanie. Dzieło nie żyje bez Ciebie. Więc wciąż widzieć w nim możesz tylko siebie… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s