Lekcja Przemijania

Wciąż uczę się o śmierci,
Gdy wkoło krwawią liście…
Widma zmierzchem pijane
Rozkosz wieszczą mi mgliście.

Blady płomień na dłoni
Strzępi swój blask na wietrze
Cóż pozostanie we mnie
Gdy noc go w popiół zetrze?

Strach przekwita i więdnie,
Groby skrzypią przez sen…
Patrzę, jak kona płomień
Wędrując z cienia, w cień.

Skapuje skądś z wysoka
Rtęci kropla, czy łza?

I uczę się o śmierci.

A ciemność we mnie trwa…

Advertisements

24 responses to “Lekcja Przemijania

  1. Wszyscy jesteśmy uczniami na tej lekcji… Dla jednych jest to dłuuuga lekcja, a inni nie zdążą usiąść spokojnie w ławce. Piękny kawałek poezji – choć w Twoim mrocznym klimacie, ale tu pasuje 🙂 Nie wymieniam co mi się najbardziej podoba, bo za wiele by wymieniać, ale akcentu jesieni nie mogę nie zauważyć 🙂 🙂 🙂
    Dla mnie to jeden z piękniejszych Twoich wierszy!

    • A inne kawałki mojej poezji tu nie pasują? 😉
      Tak się w sumie tylko droczę. A na poważnie:
      Dziękuję za pozytywną opinię. Cieszę się z Twojego zachwytu. Jest to dowodem, iż w moim mrocznym ogrodzie każdy może odnaleźć kwiat, który mu się spodoba. Czasami trzeba tylko poszukać… 😉

        • Wiesz, to chyba zdrowa postawa zdawać sobie sprawę z wartości swojej twórczości? Chyba, że wolisz osoby przejawiające naszą zwykłą, narodową depresję i czarnowidztwo. 😉

          Generalnie jednak, jak wiesz, oddzielam moją twórczość od siebie samego. Zawsze uważałem talent za coś danego mi, a mniej coś co posiadam. Co myślę jest zdrowe. W końcu poeta i jego wiersze to nie to samo. Więc nie sądzę, by miała grozić mi megalomania z tego tytułu. 😉

          • 🙂 Ja chylę głowę przed poetami wieszczami – choć jest to depresyjna część twórczości, ale czasy takie są. Jednak dzieje się wiele więcej niż rozpędzona rakieta polityków… to miłość i cierpienie… i wiele innych 🙂

  2. ja bym tylko w ostatnim wersie zapisał „a ciemność we mnie wciąż trwa” – bo wtedy jakoś tak i rytm jest wyraźniejszy i dobitniej ukazane jest to „trwanie ciemności”. Ale wiersz naprawdę dobry. Szczególnie te „groby skrzypiące przez sen” – naprawdę obrazowo 🙂 Pozdrawiam

    • Dziękuję za pozytywną opinię. 🙂
      Warto wszakże zauważyć, iż powyższy wiersz nie jest sylabiczny. Dwie pierwsze zwrotki posiadają po 7 sylab w wersie, kolejne dwie zaś 7 w wersach nieparzystych i 6 w parzystych. W tym układzie skrócona końcówka wydaje się całkiem na miejscu. 😉
      Generalnie czasami zdarza mi się stosować izosylabizm, jednak zwykle uważam go za zbyt nudny i gdzieś w środku utworu zmieniam nieco rytm, aby uzyskać pewien efekt witalności formy.
      Tak więc nie należy się po mnie spodziewać prostych rozwiązań. 😉

  3. Ostatnie dwa wersy bardzo mocno uderzyły w moje wewnętrzne odczucia. Faktycznie poczułam tę śmierć, ciemność, chłód… oraz takie drgnienie strachu jak wtedy, gdy z kręgu światła wchodzi się w cień i jest się jeszcze oślepionym, a serce zaczyna bić mocniej.

    Pierwsze słowa stworzyły u mnie wewnętrzne wrażenie banalności, lecz druga strofa już była czymś więcej, kolejna także. Nie zderzyłam się z tym tekstem – bardziej było to jak tonięcie w ruchomych piaskach. Powolne zapadanie się gruntu pod nogami. Przy czym ostatnie wersy są jak ostatnie oddechy, jakby ostatnie myśli tuż przed całkowitym pochłonięciem.

    Osobiście zawsze wolę przebywać w ciemności, bo czuję się jej częścią i znam ją, lecz taka tutaj ciemność – przed zgaśnięciem światła – jest obca. Trzeba się jej nauczyć, trzeba poznać… trzeba nauczyć się rozstania i nauczyć odchodzenia, a w końcu nauczyć trwania w nowej rzeczywistości.

    Tyle z tego zrozumiałam.

    • Poniekąd podobne wrażenie odniosłem, pisząc ten wiersz – mówię tutaj o tym powolnym zapadaniu się. Ja jednak doświadczyłem tego bardziej jako wizji mgły w którą się zagłębiam. Sprawiała ona, że z początku nie widziałem go wyraźnie i nie wiedziałem, w którą stronę pójdzie tekst. Jednak gdy skończyłem pojawiło się wrażenie całości – jakbym w tym utworze otworzył i zamknął jakieś drzwi.

      Jeśli zaś o symbolikę ciemności chodzi: myślę, że ciemność ma wiele twarzy. I jest także ten mrok, który zawsze będzie obcy, pozostający „na zewnątrz”, oczekujący być może? Śmierć jako metafora spotkania z tą nieznaną czernią zawsze budzi obawę…

      • „(…) jakbym w tym utworze otworzył i zamknął jakieś drzwi.”
        Moja babcia dokładnie tak opisała swoje życie, umierając:
        „To wszystko było tak, jakby ktoś otworzył drzwi i zaparł. Wszystko tamto już wydaje mi się nieważne. Teraz, kiedy umieram, tak to wygląda…”
        Myślę, że udało Ci się uchwycić i oddać dogłębnie tym wierszem akt umierania. Widzę to w nim, chociaż widzę też tę „małą śmierć”: pogodzenie się z losem czy chwilową zadumę, przyzwyczajanie do ciemności…

        Nie pamiętam już kto, lecz pamiętam, że ktoś stwierdził, iż akt tworzenia utworu jest jak umieranie dla twórcy. Czasami idziemy w niepewność, czasami witamy go jak dobrego kumpla… To, co napisałeś i moje wnioski wydają się potwierdzać tę tezę. 😉

        • Dziękuję za słowa Twojej babci, które tutaj przytaczasz – relacje ludzi umierających zawsze uważałem za unikalne i bezcenne. Zwłaszcza, gdy ktoś ma tyle szczęścia, iż może ten proces przejść świadomie…

          Śmierć jest dla mnie czymś co istnieje na rożnych poziomach i nieustannie przenika się z życiem… Śmierć fizyczna, duchowa, śmierć uczuć, idei, wiary, wspomnień etc – wszystko to kształtuje naszą egzystencję w taki czy inny sposób. Czasami, gdy pewne elementy umierają powstaje przestrzeń na coś nowego – tak więc śmierć bywa także procesem wyzwolenia ze starych schematów. Osobiście zawsze uważałem, iż życie i śmierć splatają się ze sobą w jedno, a manifestacja jednej z tych sił ewokuje pojawienie się drugiej. Czasami więc (paradoksalnie) poznanie śmierci pozwala docenić życie…

          • …bo tak naprawdę śmierć jest częścią życia. 😉 Nic, co nie żyło, umrzeć nie może. A że rzeczywistość nie znosi pustki, to każda śmierć staje się przyczyną zmiany, ruchu i narodzin nowego bytu.

            W śmierci mamy często szersze spojrzenie na nasze życie i widzimy je także z perspektywy osoby stojącej obok.
            Mogąc zaś stać z boku, przyglądając się śmierci, można także nauczyć się dużego dystansu do siebie oraz innego pojmowania wydarzeń z naszego życia.

            W mojej rodzinie duchowość jest bardzo ważnym aspektem, którego wartość tylko potwierdzały nasze wielopokoleniowe doświadczenia. Temat śmierci wywołuje w nas żywsze bicie serca, lecz nie jedynie ze strachu przed końcem wszystkiego, co tutaj znamy, lecz właściwie z ekscytacji na to, co czeka nas później. Żadne z nas, póki mamy czas i pewne powinności do spełnienia, odchodzić nie chce, ale mamy świadomość, że to istnienie jest tylko etapem w wieczności. Tym samym śmierć staje się jedynie pewnym obowiązkowym punktem do przejścia na drodze do przyszłości czy niedostępnym tej rzeczywistości przestrzeniom. 🙂
            W moim otoczeniu od małego miałam kontakt z osobami będącymi na granicy życia i śmierci, sama też otarłam się o nią, dlatego w pewnym momencie dogłębnie zastanawiałam się nad sensem życia i umierania oraz własnego istnienia. Wtedy doszłam do wniosku, że najpiękniejsza śmierć to ta pozbawiona żalu nad swoimi (czasami niedokonanymi nigdy) czynami. Dlatego zawsze staram się pamiętać o tym przy podejmowaniu swoich decyzji, bo na końcu, kiedy zrobię podsumowanie, będę musiała pogodzić się, że zrobione jest zrobione, a pozostałe (plany niezrealizowane) się nie liczy i nic już nie zmienię. Żyjąc tu, teraz człowiek nie może też zawsze przewidzieć, kiedy zostanie powołany do przejścia, dlatego naprawdę wartościowe jest uświadamianie sobie każdego dnia, że nie trzymamy w dłoniach jutra – ono tylko majaczy się na horyzoncie – więc trzeba żyć tak, by móc w jednej chwili uśmiechnąć, uwolnić umysł i dać się pochłonąć tej nowości…

            🙂

            • W mojej rodzinie śmierć niestety nad wyraz często była tematem tabu, co jak sądzę skłoniło mnie do własnych poszukiwań w tym temacie. Jest więc to dla mnie niezwykle ważny wątek, którym często posługuję się w mojej poezji i któremu poświęciłem nawet cała kategorię wierszy: Ogrody Agonii.
              Współcześnie wielu ludzi unika lub nie rozumie tego fenomenu. Cieszę się więc, iż jesteś osobą akceptującą miejsce śmierci w życiu i otwartą na rozmowy o niej. Wierzę, że taka postawa jest o wiele bardziej dojrzała, niż negacja lub próby oswojenia własnej śmiertelności…

              • A co rozumiesz pod pojęciem „oswajania własnej śmiertelności”…?

                Bo u mnie budzi to jedynie skojarzenie z próbą „zaklinania” za pomocą rytuałów lub przedmiotów czegoś, co jest stałe, niezmienne i nawet nie jest osobnym, żywym elementem rzeczywistości, lecz należy do odgórnego porządku rzeczy, więc jest ponad naszymi możliwościami… a stąd cokolwiek byśmy nie zrobili, nie próbowali jest błędne już w samym swoim założeniu. (Na przykład noszenie talizmanów i wiara, jakoby posiadanie tego czegoś przy sobie miało nas uchronić przed śmiercią czy nieszczęściem…)

                Za to uważam, że siebie jak najbardziej z faktem umierania i śmiertelności oswoić możemy (zaś dla własnego dobra – powinniśmy); na przykład poprzez rozmowę czy samodzielne rozmyślanie.
                Ale to już leży w gestii każdej jednostki z osobna i przede wszystkim jest własną decyzją o chęci poznania istoty, celu oraz chęci zrozumienia umierania. 😉 Nikogo nie da się zmusić, bo można tylko jeszcze bardziej zrazić do tematu lub zwyczajnie przerazić.
                Decyzja ta wymaga całkowitej dobrowolności, ponieważ tematyka śmierci porusza w nas kilka z najbardziej intymnych dla nas sfer: celu własnego istnienia; skrytych pragnień, marzeń, strachów; własnego pomysłu na siebie, swoje życie; własnych słabości, dokonań, porażek… – czasem boimy się nad tym nawet zastanawiać, a fakt umierania nie dość, że zmusza do przyjrzenia się tym obszarom nas, to jeszcze bezlitośnie obnaża słabe punkty wszelkich planów w postaci błędnych przekonań czy działań.
                Zmuszeni – uciekamy w zaparcie; z własnej zaś inicjatywy pozwalamy ją sobie poznać i przeanalizować. Dlatego warto zainwestować w takie poznanie wcześniej, by móc, kiedy na to przyjdzie czas, spokojnie przejść dalej, a nie szarpać się bezrozumnie z własnym strachem.

                Tak ja to widzę. 🙂

                • Nie dokładnie to miałem na myśli, pisząc o oswajaniu.
                  Jeśli chodzi o czynności rytualne czy kultowe (takie jak zaklinanie bądź magia talizmaniczna), nie widzę w nich nic negatywnego. Magia jest sposobem na kierowanie przepływem energii, więc trudno powiedzieć, by prowadziła do powstania czegoś stałego. W końcu energia jest zawsze w ruchu. Takich prób „ustalenia” czy „zatrzymania” rzeczywistości dokonują czasami ludzie, którzy się nie znają na zasadach rządzących światem subtelnym. Zwykle albo nie ma to żadnego efektu, albo powoduje uderzenie odwrotne – nie jest to więc zbyt efektywna metoda. 😉

                  Mówiąc o „oswajaniu śmiertelności” miałem raczej na myśli sposób, w jaki umysł próbuje radzić sobie ze śmiercią przedstawiając ją jako coś nieistotnego, czy odległego. Wszystkie te projekcje, które mają pomóc ego oszukując je, iż śmierć jest czymś drobnym, niewielką zmianą stanu, po której tak naprawdę budzimy się tacy sami (bo przecież dusza żyje wiecznie etc) – nie biorą pod uwagę iż śmierć jest ostatecznym końcem umysłu i osobowości, ponadto dla większości osób oznacza także utratę wspomnień osobistych. W tej perspektywie więc śmierć jest końcem – będąc końcem psychiki posiadanej w danym wcieleniu. Tylko w tym wcieleniu jesteś tą niepowtarzalną osobą, która przeżywa Twoje życie. W kolejnym będziesz kimś innym – i oczywiście można się pocieszać, że wciąż będziesz to Ty, że pewne rzeczy nie ulegną zmianie, ale… Inne odejdą na zawsze.
                  Ludzie zwykle nie lubią widzieć tego aspektu. Śmierci jako końca, śmierci jako bezgwiezdnej próżni, pożerającej wspomnienia i ciepło życia. Wolą ją widzieć jako drzwi, zasłonę, przyjaciółkę, etc. I oczywiście zgodzę się, iż posiada ona także te aspekty. Lecz zbyt wielkie przywiązanie do nich sprawia, iż traci się w mym odczuciu szerszą perspektywę i nie widzi kilku innych… To właśnie miałem na myśli mówiąc o oswajaniu… Rzadko kiedy ktoś posiada tyle siły, by spojrzeć w ten mrok i pogodzić się z jego istnieniem… 😉

                  • Bardzo ciekawe rozmyślania na temat śmierci.
                    Myślę, że świadomość jej istnienia, pomaga wartościować to, co robimy. Jeśli wiem, że z chwilą końca, nie będę mogła zrobić już nic dobrego, wzmaga się potrzeba miłości i dobra ofiarowanego innym.

                    Kiedyś bardzo chciałam, aby śmierć była właśnie końcem wszystkiego. Czułam się nawet rozczarowana tym, że śmierć nie zamyka wszystkiego. W pewnym sensie zamyka, ale także otwiera.

                    Dla mnie nastepne życie ma sense tylko i wyłacznie w relacji z Nim.On jest Celem, sensem i utęsknioną miłością, z której wszystko zrodziło się.
                    Miłość jest rozkoszą ducha…

                    Wszystko jest badzo ciekawe…

                  • Dla mnie zaklinanie jest po prostu… nielogiczne i niepotrzebne (strata czasu oraz „zaklinowanie” swoje duchowości w powtarzanych wciąż i wciąż czynach), ale to może wynika z tego, że właśnie patrzę na ten „mrok” i widzę, że on w istocie jest także światłem.
                    Fakt, kończy się indywidualna osobowość, swoista punktowość i indywidualność bytu, lecz zaczyna się idealna wspólnota. Nasza energia staje się energią wszystkiego, nasz byt przechodzi w Absolut, łączy się z Nim nie do rozgraniczenia. W końcu będziemy mogli być z stałej łączności Bogiem, ba!, w Bogu będziemy jednością… Dotkniemy tej wyczekiwanej Miłości i zostaniemy jej częścią. Powiedz, czy to nie jest piękne…? 🙂
                    Dla mnie jest piękniejsze od wizji „nieba”, gdzie każdy pozostaje sobą ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami, ze zgromadzoną pamięcią, urazami czy nielicznymi momentami euforii… Przez to zwyczajnie męczy się sobą i swoim ciężarem z życia. Nie będąc częścią wszystkiego, nie możemy także stać się idealni, nie będzie Raju – będzie jedynie wielka tęsknota i samotność jak w przypadku każdego indywiduum. (W końcu czy da się poznać dogłębnie i zrozumieć kamień, nie będąc jego częścią? A sowę? Tę konkretną sowę…? Co dopiero mówić o poznaniu człowieka… To wyzwanie przeogromne!) Dlatego dla mnie śmierć jest jasna, jest przejściem, a tamten „mrok” jest tylko innym rodzajem światła.

                    Bo stojąc w ciemnościach, widzi się wyraźnie, która świeczka świeci najjaśniej. Tym samym ciemność staje się sprzymierzeńcem oczu. 😉

                    Po co więc nam życie? – można zapytać.
                    Ja doszłam do wniosku, że życie jest po to, by nauczyć się „być”. Nawet Absolut musi wiedzieć o istocie istnienia, mieć tego świadomość. Potrzebujemy też nauczyć się siebie, swoistego „ja”, a także spróbować bycia indywiduum. To pragnienie jest naszym jabłkiem, które przywiodło nas na ziemię. Zapragnęliśmy, więc dostaliśmy, a teraz uczymy się o prawdziwej istocie naszego pragnienia. Każdy ma swoje jabłko do zjedzenia – każdy ma swoje życie do przeżycia i każdy potrzebuje tej lekcji, by zrozumieć. Nic więcej.
                    W tej filozofii zatem nie ma dobra i zła. Nie ma też autorytetów. Nie ma (tak naprawdę) każdego z nas. Jesteśmy tylko momentem w przestrzeni Boga: Jest On, który był, jest i wciąż przychodzi, a w Nim różne punkty widzenia. Jesteśmy nikim – jesteśmy każdym i wszystkim, i prędzej czy później to odkryjemy, tego doświadczymy, czy to na drodze wiary, czy to w cyferkach nauki, czy jak ja – łącząc je obie w jednym ciągu przemyśleń, pytań i konkluzji.

                    🙂

                    Dobrej nocy!

  4. Co do powyższych wypowiedzi @Magdy i @Ri:
    Skończyła mi się opcja odpowiedzi w komentarzach, więc odpiszę krótko tutaj (o ile ktoś to zauważy). 😉

    @Magdo: Cieszę się, czytając takie wypowiedzi – bowiem Miłość istotnie pozwala zachować życie w duchowym sensie i sprawia, iż Śmierć staje się także tym otwarciem: na Absolut, na Wszechświat, na łączność ze Źródłem (jakkolwiek go nie nazwiemy). Myślę, że dawniej ludzie wiedzieli o tym i mniej lękali się zgonu. Teraz mało kto posiada taką świadomość, co sprawia, iż śmierć stała się tematem tabu. A szkoda – bowiem bez jej obecności traci się istotną część zrozumienia życia…

    @Ri: Nie należy mylić magii z rozwojem duchowym. Magia jest techniką kierowania pewnymi energiami. I zapewniam Cię, że posiada swą własną logikę i zasady – których jednak, nie znając tematu, możesz po prostu nie rozumieć.
    Czy magia jest potrzebna do rozwoju duchowego? Oczywiście nie jest – można realizować się na wybranej ścieżce bez niej. Jednakże można ją także wykorzystywać w służbie tego rozwoju – tak samo jak każdą inną rzecz.
    Poczucie, iż jest się ponad czymś i się czegoś nie potrzebuje, czasami wytwarza w nas fałszywe wrażenie wyższości i buduje pogardę do jakiejś części rzeczywistości. Moim zdaniem nie jest to jednak właściwe, bowiem świat jest całością i nie należy odrzucać tego, czego się nie rozumie. Negując niepojęte dla Ciebie działania magiczne, postępujesz tak, jakbyś negowała np. pisanie książek po arabsku bo nie znasz tego języka i nie ma dla Ciebie sensu.
    Co do wizji Nieba, Piekła, Boga etc – to niestety nie wypowiem się, jako, że zupełnie nie poczuwam się do związków z monoteizmem i te obrazy mogę traktować jedynie w ramach doznań estetycznych. Moja duchowość wyraża się w skrajnie odmiennej symbolice. Na przykład osobiście zupełnie nie wierzę w coś takiego jak „jedność z Bogiem”, którą należy osiągać etc. 😉
    A co do Absolutu – cóż, sama definicja Absolutu uniemożliwia twierdzenie, że potrzebuje on jakiś doznań. Absolut jest wszystkim z założenia – już jest Tobą i wszystkim wkoło Ciebie. Więc nie musi dopełniać się poprzez Ciebie bo już to robi. Jedyne, co należy wykonać, to zdać sobie z tego sprawę i wejść na ten poziom. To kwestia świadomości. Takie jest moje zdanie w tej delikatnej materii. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s