Jesienna Metamorfoza

A gdybyś chciał kiedyś zostać aniołem
(Szczególnie ryżą jesienią)
Uwolnij dech z wiatrem, spłać mięso popiołem,
Krew rozdaj głodnym cieniom.

Kości swe posiej w straszliwym morzu,
Co nie zna zmierzchu ni brzasku.
A gdy je porzucisz (Ach porzuć je, porzuć!)
Odnajdziesz skrzydła na piasku.

Z bezdroży niebieskich zerwij sierp księżyca,
Gdy w nowiu się nurza cmentarnym –
A wicher zawyje w strzaskanych mgławicach,
I tchnieniem uniesie cię czarnym.

W przestworze zbierz pasma lotnej pajęczyny
I utkaj z nich nową szatę –
Przy pracy tej spędzisz samotne godziny,
Aż słońca skonają nad światem.

Z ogarków na grobach zbierz tedy płomienie
By upleść z nich aureolę –
Gdy gwiazdy zagasną, upiorne jej lśnienie,
Utworzy dla zmarłych busolę.

Więc gdybyś chciał kiedyś zostać aniołem
I zrzucić stworzenia łachmany,
Nie żałuj niczego – czas wszakże jest kołem
A jesień przynagla do zmiany.